Przecież to takie proste, czyli wiedza zaczerpnięta z westernów

Ila razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że jazda konna jest prosta już nie będę wymieniać. Ale taki mit często pokutuje wśród laików. Po prostu wsiadasz i jedziesz…

Ale po kolei, zanim znajdziemy się na końskim grzbiecie następuje proces „wsiadania na konia”. Jak powinno ono prawidłowo wyglądać, czyli nasze wyobrażenie:

  1.  adept podchodzi do konia
  2.  wkłada lewą nogę w strzemię
  3. odbija się mocno z prawej nogi
  4. i z lekkością wsiada w siodło

A jaka jest rzeczywistość:

  1. ten że sam adept podchodzi do konia
  2. następuje chwila konsternacji przy wyborze nogi, która ma się znaleźć w strzemieniu
  3. a następnie pada pytanie: „A nie może być niżej, bo nie dosięgnę?”
  4. ok,opuszczamy strzemię o 2 lub 3 dziurki
  5. ponowna próba włożenia nogi w strzemię, tym razem się udało
  6. i następuje proces „wsiadania”, a raczej heroiczna próba mozolnego podciągnięcia ….kg ( miejsce kropek wstawiamy masę ciała jeźdźca) na wysokość nieco ponad 1,5m nad ziemią
  7. nadal „wsiadamy”
  8. kolejna próba
  9. i jeszcze raz
  10. „Uff, udało się! Siedzę na koniu!”

Inna wersja:

  1. Punkty 1-5 bez zmian
  2. adept odbija się nawet całkiem nie źle z prawej nogi
  3. i z całym impetem uderza „4-literami” w koński grzbiet

Bez względu na wersję,adept osiągnął cel – dosiadł konia

Ale ten cały proces ma swoje konsekwencje krótko i długoterminowe:

  • przesuwanie się siodła na boki
  • deformacja z czasem siodła powodowana podciąganiem się za łęki
  • wydłużanie się jednego puśliska
  • nadwyrężanie końskiego grzbietu, koń musi się zaprzeć i naprężyć mięśnie grzbietu, gdy jeździec uwiesza się na strzemieniu
  • powodowanie dyskomfortu, gdy jeździec przy siadaniu w siodle uderza konia w grzbiet
  • z czasem potęgująca się niechęć konia do współpracy (problemy z spokojnym staniem przy wsiadaniu)

Dlatego w mojej stajni na konie WSZYSCY wsiadają ze specjalnie przygotowanych do tego schodków. I nie jest to żadna ujma dla jeźdźca, tylko troska o dobro zwierząt. Wiadomo, że jak ktoś raz na jakiś czas wsiądzie dość sprawnie na konia po strzemieniu to nic się nie stanie. Ale robiąc to praktycznie codziennie,a nawet czasem po 2,3 razy dziennie jak to się ma w rekreacyjnych stajniach przez 365 dni w roku, to będzie to miało swoje konsekwencje.

Dosiadanie konia ze schodków jest wygodniejsze i mniej stresujące również dla osób początkujących, które jeszcze sobie z tym nie radzą. Bo nie możemy oczekiwać, by osoba, która często nawet nie stała nigdy jeszcze przy koniu, dosiadała konia po strzemieniu w sposób prawidłowy.

Konie bardzo szybko uczą się stać spokojnie przy schodkach, nawet te najbardziej nerwowe, które wcześniej wykazywały problem z dosiadaniem ich.

Mała rzecz, a jak cieszy. Warto spróbować, a nie winić konia, że jest nieposłuszny.

Pewnie ktoś powie, że przesadzam, przecież od lat tak na konie wsiadano i jakoś było ok. No ok, ale te wiele lat temu społeczeństwo było o wiele sprawniejsze fizycznie, a jazda konna była dla nich codzienną koniecznością, a nie niedzielnym hobby i to co drugi tydzień…

Zgrzeszyłam…

I grzeszę nadal… – karmię konika polskiego owsem, wbrew temu co mówią wszystkie poradniki hodowlane i większość właścicieli koni.

Konikom polskim i pozostałym przedstawicielom ras prymitywnych, czyli większości kuców i małych koni, nie powinien być podawany owies, ponieważ powoduje ochwat, otyłość i nadpobudliwość itp.

Mój koń nie ma ochwatu! a nawet więcej, sama ją od ochwatu uratowałam.

Cygankę kupiłam 11 lat temu w stanie totalnego zapasienia! Z zaniedbanymi kopytami ( brak werkowania przez okres prawie 3 lat )

Ilość tkanki tłuszczowej na kłodzie była tak duża, że kompletnie nie dało się wyodrębnić poszczególnych części ciała tj. kłąb, guzy biodrowe, łopatki, a nawet łokcie i kolana. I nie dostawała ani grama owsa. Za to dostawała odpadki z przetwórni owoców i warzyw, czyli ogromne ilości cukru w postaci sacharozy ( znany jako cukier kryształ ) oraz skrobi ( np. ziemniaki ).

Tak, tak, cukier koniowi też szkodzi! Szczególnie w takiej ilości!

Pierwsze podjęte kroki to był kowal i dieta odchudzająca (wyłącznie siano) oraz stopniowe wdrażanie do pracy. Po dwóch miesiącach było widać pierwsze efekty: siodło pozostawało na miejscu podczas jazdy, a nie zjeżdżało pod brzuch konia. Po zimie koń już był w na tyle dobrej formie by móc normalnie pracować, bez zmian ochwatowych. Gdy Cyganka zaczęła już normalnie regularnie chodzić pod siodłem dawkę pokarmową wzbogaciłam o niewielką ilość owsa, aby nie spowodować zbytniego wychudzenia.

Obecnie dzienna dawka pokarmowa to 0,75kg owsa + ok. 7kg siana/dzień, w dni wolne od pracy dawka owsa skracana o połowę.

Cyganka, po 3 miesiącach diety, już z wyodrębniającą się anatomią.

Zaniedbanie zwierzęcia występuje nie tylko w sytuacji, gdy je zagłodzimy, ale również z nadgorliwości. U koni podobnie jak u ludzi nadwaga jest powodem wielu chorób. Zbytnie okrągłości u konia, raczej nie są powodem do dumy 😉

A może kupię konia…

A może kupię konia, ale…

No właśnie zawsze jest to „ale” i bardzo dobrze, że jest, bo ono strzeże nas przed podejmowaniem pochopnych decyzji.

Mając styczność z końmi, jeżdżąc konno od krótszego lub dłuższego czasu, w końcu nachodzi taka myśl: „A może kupię konia?”, ale gdzie go będę trzymać, co mu dam jeść, kto się nim zajmie, czy sobie poradzę bez trenera?

To może po kolei:

Mamy 3 opcje do wyboru dotyczące sposobu trzymania konia:

  1. Jeśli mamy MIEJSCE, CZAS I PIENIĄDZE, to możemy trzymać konia
    u siebie.

    Organizujemy mu wygodną stajnię, organizujemy we własnym zakresie paszę, codziennie rano przez 365 dni w roku ( również w sobotę i niedzielę, święta, Nowy Rok, Wigilię, Wielkanoc itp.) wstajemy i oporządzamy naszego 4-kopytnego podopiecznego. Dbamy o wszystkie jego potrzeby.

  2. Jeśli nie mamy czasu i miejsca, ale mamy PIENIĄDZE, to możemy skorzystać z Pensjonatu dla koni, czyli stajni wyspecjalizowanej w opiece nad końmi prywatnych właścicieli. Czyli co miesiąc płacimy najmarniej 500 zł i nie martwimy się o podstawową opiekę nad koniem.

  3. Jeśli mamy rodzinę/znajomych/sąsiadów, którzy mają MIEJSCE i CZAS, a my mamy PIENIĄDZE, to możemy mieć coś pośredniego pomiędzy własną stajnią, a pensjonatem dla koni. Zakres odpowiedzialności i obowiązków zależy od dobrej woli obu stron

  4.  Jest jeszcze opcja czwarta, jeśli NIE MAMY MIEJSCA, CZASU ani PIENIĘDZY to rezygnujemy z zakupu konia, albo kupujemy co najwyżej konia na biegunach ;-p

    Każda z powyższych opcji ma swoje wady i zalety, ale żadna nie zwalnia nas z odpowiedzialności za posiadane zwierzę.

    Własna stajnia daje komfort posiadania konia „pod ręką”, możliwość stałej jego kontroli, organizacji pracy według własnego gustu i potrzeb. Codzienny oporządzanie konia pozwala na nawiązanie z nim lepszej więzi, co przekłada się pozytywnie na późniejszą pracę pod siodłem. Jednakże jest to codzienny bezwzględny obowiązek, nie zostawimy koniowi kartki z napisem ”Siano masz w stodole, owies w paszarni, a ja jadę na urlop i wracam za tydzień„. Organizacja zaopatrzenia w pasze również spoczywa na naszych barkach. O ile mamy możliwość produkować ją we własnym zakresie, o tyle nam łatwiej. A jeśli nie mamy takiej możliwości to musimy ją zakupić. No i jest jeszcze rzecz, z której niewielu zdaje sobie sprawę, że KOŃ jako zwierzę stadne NIE MOŻE BYĆ SAM! Potrzebuje towarzysza tego samego gatunku, czyli kupując konia musimy się nastawić na to że kupujemy 2 konie (słownie: DWA KONIE ).

    No i to jest niewątpliwy plus jeśli chodzi o pensjonat dla koni, bo koń na pewno w takim miejscu nie będzie sam. Spada nam z głowy też codzienne oporządzanie i potrzeba zaopatrywania się w pasze. No ale musimy jeszcze taki pensjonat znaleźć, aby odpowiadał naszym potrzebom i nie był na drugim końcu województwa. Bo przecież musimy do tego naszego konia dojeżdżać, by móc korzystać z uroków jeździectwa. Kwestia kosztu takiego pensjonatu zapewniającego podstawową opiekę waha się od 500 do 800 zł miesięcznie, ale widziałam oferty nawet za 3000 zł/mies.

    Forma mieszana, czyli trzymanie konia u znajomych/rodziny/sąsiadów, uzależniona jest od warunków jakimi oni dysponują. Mamy w takim przypadku większy wpływ na to co się dzieje z naszym koniem, ale też możemy podzielić się odpowiedzialnością za codzienną opiekę nad koniem.

    Jeśli zainteresował Was ten wpis to dajcie znać w komentarzu. Jak cierpliwie poczekacie systematycznie będą się pojawiać kolejne artykuły poruszające kwestię posiadania własnego konia. Czekam również na wasze maile z pytaniami i pomysłami na tematy, które warto poruszyć.

Hej! To ja Twój PIERWSZY KOŃ!

Mówisz, że od dzisiaj jesteś moim WŁAŚCICIELEM?

Czyli od dzisiaj to Ty dbasz o to w jakiej stajni będę mieszkał, co będę jadł, jak będę wyglądać. To od ciebie będzie zależeć moje zdrowie i kondycja fizyczna i psychiczna.

A ja jako Twój KOŃ obiecuję, że postaram się jak tylko mogę ułatwić Ci te zadania!

Ja zadbam o to byś zdobywał doświadczenie, które jest niezbędne w opiece nad KONIEM.

Na początek zadbam o jakość przegrody boksu i wszystkich ogrodzeń padoków, sprawdzę ich wytrzymałość na kopnięcia, pogryzienia, napierania całym ciałem, możliwość przeskoczenia, względnie przeturlania się pod spodem. No i sprawdzę gdzie może się zmieścić moja noga lub głowa, względnie cały ja. Znajdę wszystkie wystające elementy poprzez ranienie się o gwoździe, nierówności w deskach i wszystko to o co mogę się zahaczyć. Przecież udzielania pierwszej pomocy najlepiej uczyć się w praktyce.

Regularnie będę dbać o stan zaopatrzenia paszarni, regularnie ją odwiedzając i kontrolując ilość i jakość paszy.

Będę dbać o jakość sprzętu jaki dla mnie nabyłeś, czyli wytrzymałość kantarów, derek i owijek, żebyś nie wydawał pieniędzy na byle co przy kolejnych zakupach.

Aha, sprawdzając wytrzymałość ogrodzenia, zadbam również o Twoją formę jak będziemy sobie biegać po polu sąsiada obsianym pszenicą.

A jak będą święta, najlepiej tworzące super długi weekend, zadbam o to by grono Twoich znajomych się mocno poszerzyło, gdy będziesz szukać dostępnego w tym czasie weterynarza, aby zszył mi głęboką ranę, pomógł w kolce lub innym nagłym wypadku.

Będę sprawdzać również odporność Twojego ciała na oślinienie, pogryzienie i pokopanie. A podczas wspólnego wypadu w plener sprawdzę Twoją orientację w terenie robiąc konkurs kto pierwszy wróci do stajni, gdy rozstaniemy się 10 km od stajni.

No i w ogóle zadbam o to by Twój portfel nie był zbyt ciężki, bo od teraz musisz oszczędzać siły na to by udźwignąć ciężar radości jaką jest posiadanie WŁASNEGO KONIA!”

Taką informację powinien otrzymywać każdy świeżo upieczony właściciel konia.

Z własnych obserwacji i doświadczenia widzę, że wiele osób nabywających konie nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki to jest obowiązek i odpowiedzialność. Sama to przerabiałam, mimo że zanim kupiłam swojego pierwszego konia, miałam już za sobą wiele lat praktyki jako główny opiekun koni, czyli taki człowiek od wszystkiego, w prywatnych stajniach. Takie doświadczenia jak samodzielne oporządzenie 66 sztuk zwierząt ( 64 konie i dodatkowo 2 krowy mleczne, które trzeba było jeszcze ręcznie wydoić ) podając im sianokiszonkę ( to takie zakiszone siano, które jest prawie dwukrotnie cięższe od siana ) bez paszo-wozu, tylko ręcznie na widłach, dają poczucie że człowiek jest w stanie zrobić wszystko! Ale życie zaskakuje i trzeba być przygotowanym na wszystko, tym bardziej jeśli chodzi o konia…

Takich podobnych sytuacji było w moim życiu koniarza więcej i właśnie tym ponad 20-letnim doświadczeniem chcę się z wami podzielić. Bo nie zawsze jest super fajnie, gdy emocje opadają po tym jak nabyliśmy swojego pierwszego wierzchowca zaczyna się rzeczywistość… Koń oprócz tego, że musi jeść i pić, wychodzić na wybieg i być czyszczony, to czasem: choruje, niszczy sprzęt, demoluje ogrodzenia i przegrody, nie chce jeść tego co mu dajemy, może ugryźć i kopnąć, nie słucha nas itd….

A MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE…

Jeśli właśnie kupiłeś konia, masz zamiar go dopiero nabyć, a nawet jeśli masz już swojego konia od dłuższego czasu to zapraszam na mojego bloga. Dzielcie się swoim doświadczeniem, zadawajcie pytania, dajcie znać jakie są ważne dla was tematy, które powinnam poruszyć.